Jestem już w szkole, a dokładniej jeszcze na zewnątrz , stoję przed wielkimi drzwiami prowadzącymi do wnętrza szkoły. Boję się! Ta niepewność... Przecież ja tu nikogo nie znam. Nie chciałam zmieniać szkoły, tam miałam wszystko, a tu nic. Czas zacząć od nowa... Muszę już tam wejść, nie mogę tu tak stać. Muszę być odważna, bo przecież strach to tylko myśl. Położyłam rękę na klamce, pociągnęłam lekko w dół. Wysokie drzwi otworzyły się. Nikogo nie było, Straszyceum wydawało się puste. Pewnie są jeszcze lekcje, mam jeszcze kilka minut by znaleźć gabinet pani dyrektor. Weszłam środka. Za mną zamknęły się ciężkie drzwi, a ja szłam dalej w głąb ciemnego korytarzu. Zapuszczałam się coraz głębiej. Ta szkoła jest ogromna, nigdy nie znajdę tych ''właściwych'' drzwi, przydałaby się mapa, pomyślałam. Rozglądałam się po ścianach, wszędzie wisiały jakieś obrazy, ale coś zwróciło moją uwagę. Na końcu korytarza stała w dużej doniczce zielona roślina, to nie był zwykły badyl. Kwiaty owej rośliny pachniały nieziemsko, podeszłam bliżej. Wzięłam głęboki wdech i oparłam się o ścianę.
- Chyba nigdy nie znajdę tego gabinetu... - Powiedziałam cicho do Siebie, gdy nagle usłyszałam czyjeś kroki.
Ktoś szedł w moją stronę. Przeraziłam się.
- Co Ty tutaj robisz? Lekcje już dawno się zaczęły.
Jakaś upiorka stanęła naprzeciwko mnie, miała zieloną karnację, jej duże oczy patrzyły się na mnie. Twarz miała roześmianą niczym dziecko, jak by znalazło czterolistną koniczynę.
 |
| Draculaura pierwszego dnia w Straszyceum. |
* * *
Pierwszy, krótki, tajemniczy rozdział. Na dzisiaj to tyle. Niebawem część kolejna. Przyznam, że jak na początek, jest to krótkie opowiadanie. Jeśli zainteresowała was ta część, to zapraszam na kolejną, dłuższą.
Trzymajcie się, potworki!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz